Media boją się wojny z Iranem, która raczej nie wybuchnie

Email Drukuj

Trwające od tygodnia ćwiczenia irańskiej marynarki w okolicach Cieśniny Ormuz mają odstraszyć społeczność międzynarodową przed podejmowaniem zdecydowanych działań wobec rządu w Teheranie sukcesywnie kontynuujących wątpliwy program atomowy. Zarówno Iran, jak i Stany Zjednoczone nie chcą konfliktu, dlatego też konflikt przenosi się na płaszczyznę retoryczną. Nowe osiągnięcie wojskowe Irańczyków to pocisk o nazwie Ghader, będący ulepszoną wersją pocisków typu cruise stosowanych przez Iran do tej pory. Teheran przekonuje[1], że testy w pełni się powiodły a warunki techniczne broni (daleki zasięg) pozwalają dzięki niej uzyskać dominację irańskiej floty w rejonie Cieśniny Ormuz. Blokada tej cieśniny oznaczałaby przerwanie ważnego szlaku dostaw ropy naftowej. 1/6 transportu tego surowca odbywa się przez ten obszar geograficzny.

Irańczycy w swej retoryce idą dalej – generał Ataollah Salehi dowodzący tamtejszymi siłami zbrojnymi zapowiedział, że V-ta Flota Stanów Zjednoczonych nie powinna wracać do Zatoki Perskiej, którą opuściła na czas irańskich ćwiczeń - Islamska Republika Iranu nie powtórzy ostrzeżenia. Z powodu naszych manewrów lotniskowiec wroga został skierowany do Zatoki Omańskiej. Radzę mu, by nie wracał do Zatoki Perskiej – powiedział Salehi. Z kolei kontradmirał Mahmud Musawi przekonywał, że celem ćwiczeń nie jest zablokowanie ruchu przez Cieśninę – to nie jest naszym celem – stwierdził. Bartosz Marcinkowski z portalu Europa Bezpieczeństwo Energia podaje również wypowiedź rzecznika irańskiego MSZ który stwierdza, że Iranowi zależy na ,,ciszy i spokoju w regionie[2]”.

Na giełdzie paliw NYMEX ropa zdrożała o 1,87 dolara do poziomu 100,70 dolara za baryłkę West Texas Intermediate. Polska Agencja Prasowa cytuje wypowiedź ekonomisty Barratt’s Bulletin w Sydney, który wyraża obawę, że ,,Iran może zrobić coś nieoczekiwanego[3]’’.

Jedynie czynnik nieprzewidywalności może doprowadzić do blokady Cieśniny. Dopóki Iran nie ma broni masowego rażenia, jest państwem mogącym się stać obiektem interwencji wojskowej. Inna sprawa, czy Zachód na czele ze Stanami Zjednoczonymi mógłby sobie na nią pozwolić w dobie kryzysu. Jednakże w sytuacji ostatecznego zagrożenia interesów Waszyngtonu taka interwencja bez względu na wszystko by się odbyła.

W takiej sytuacji początkowa przewaga Iranu w rejonie cieśniny Ormuz wynikająca z lepszej dyslokacji zostałaby szybko zniwelowana przez serię manewrów i ataków symultanicznych amerykańskiego wojska. Retoryka wojenna Iranu stawia na dogmaty rządzące zachodnią opinią publiczną, jakimi są przekonanie o niezdolności Stanów Zjednoczonych do podjęcia nowych działań zbrojnych i kryzysie energetycznym, który ma być decydującym argumentem przeciwko konfrontacji.

Należy zwrócić uwagę na podstawowe zasady geopolityki. Jeżeli blokada cieśniny Ormuz miałaby tak doniosłe znaczenie jak atak na Pearl Harbor z 1941 roku, to bez względu na wskaźniki ekonomiczne Stany Zjednoczone zainterweniowałyby. Z drugiej strony, jeżeli Iran zdecydowałby się na blokadę, to użyłby ostatniego argumentu w swojej dyspozycji i mógłby jedynie reagować na posunięcia Zachodu.

Dopóki sytuacja rozwija się w sferze retoryki, piłka jest w grze. Jest to zjawisko podobne do powtarzających się kryzysów negocjacyjnych z Koreą Północną. Na warstwie retorycznej obie Koree od 50 lat nieustannie stoją na krawędzi wojny. Jednakże na płaszczyźnie geopolitycznej sytuacja jest zakonserwowana, a więc stabilna i mało kto wierzy w zmianę status quo. A zatem Amerykanie nie zaatakują Iranu. Nie będą jednak musieli tego robić, bo Iran nie zablokuje cieśniny - z zastrzeżeniem scenariusza uwzględniającego ewentualną chorobę psychiczną jego przywódcy.

Cieśnina Ormuz mogłaby się stać ekonomicznym Pearl Harbor dla Stanów Zjednoczonych z ich żarłoczną energetyką. Cios wymierzony przez Iran mógłby być jednak podobnie chybiony, jak uderzenie na amerykański port z czasów drugiej wojny światowej. Sprowokowałby on jedynie stanowczą reakcję Zachodu, który miałby wreszcie usprawiedliwienie dla ostatecznych rozwiązań. Wtedy liczyłby się czas trwania konfliktu działający na niekorzyść Zachodu. Iran, a raczej władze w Teheranie, musiałyby okopać się i grać na wyczerpanie wroga. Ciężko powiedzieć, czy mogłyby liczyć na realne wsparcie swych na wpół zakamuflowanych sojuszników ze świata arabskiego, północy i wschodu Azji. Szybkie uderzenie usuwające irański establishment byłoby w takiej sytuacji jedyną metodą na uniknięcie długie konfliktu. Ale, co należy podkreślić, byłaby to metoda będąca w dyspozycji amerykańskiej armii.

A zatem, jeżeli prezydentowi Mahmudowi Ahmedineżadowi przyjdzie do głowy blokować cieśninę Ormuz, powinien on tuż po podjęciu tej decyzji spakować się i z grupą najbliższych współpracowników zjechać do schronu przeciwatomowego.



[1] http://www.washingtontimes.com/news/2012/jan/2/irans-navy-tests-cruise-missile-part-drill/?page=all#pagebreak

[2] http://ebe.org.pl/misja-specjalna/iran-%E2%80%93-naftowy-troublemaker.html

[3] http://cire.pl/item,59418,1,0,0,0,0,0,ceny-ropy-w-usa-mocno-rosna-z-powodu-napiecia-politycznego-zwiazanego-z-iranem.html

Opracował Wojciech Jakóbik